home > bibliography >back to ach how nice

back to lola - a hearing - sight - smell production

back to original sin - the presumed project of virtual reality

Anna Janczyszyn-Jaros

Ciało

Tekst do katalogu wystawy "+raum" , Parochialkirche, Berlin, 1995

"Duszę mą ogarnęła ciemność i znalazłem się jakby w rejonach, które nie były z tego świata, miałem wizje lub sen".
Wąskimi schodami, do góry, do niskiej sieni, pogrążonej w ciemnościach, dalej takim samym korytarzem doszedłem do sali wysokiej i przestronnej. Panował w niej mrok, ciemne cienie przesuwały się pod ścianami, rzucając na ściany nowe, jeszcze głębsze, aż po wysoki sufit.
Pośrodku sali świecąc żółto i sino czarna czeluść otwierała się jak oko. Stała tam przezroczysta konstrukcja, ze środka biło żółte światło. Wokół dało się słyszeć szmer rozmów, ale zamierały one nieistotne gdzieś pod ścianami, a pośrodku sali panowała cisza. "Nie wiedziałem czy jestem w piekle czy w raju. Nie miałem czasu by zastanawiać się gdzie jestem."
W górze na suficie i naprzeciwko na dole dwie postacie wpatrywały się w siebie. Górna odwrócona była na brzuch, leżała twarzą w dół, w wannie pełnej wody, jak nieżywa. Z daleka wydawało się, że foliowa kolumna zawiera w sobie słup wody, a to piana zdawała się spływać z sufitu śliskimi zaciekami. Tworzyły one rdzawą, ropiejącą śluzem macicę, a ciało spało w niej szczelnie otulone jak nieświadomy płód. Jego cicha, spokojna radość przypominała mity o raju, gdzie nie ma bólu i cierpienia.
Ciało unosi się na powierzchni morza. Woda kryształowa, ciało rozpływa się w niej. Oko rejestruje tylko rozproszone błyski, odblaski światła, odbite od ruchomych grzbietów fal, od zmieniających kąt nachylenia powierzchni wody. Porażające, obezwładniające słońce, które oślepia, ogłusza, roztapia ciało, a ono stapia się na nowo z wodą morską, która mineralizuje, trawi.
W tej wizji, krótkiej jak mgnienie oka, zostającej w pamięci obraz po obrazie, ciało stapia się ze światem, stając się jego częścią. A dalej jakby ulegało rozproszeniu, zmienione przez morze i światło w nieskończony pył kawałeczków, które dalej rozpadały się na miliony mniejszych, stając się pyłem, prochem i substancją mineralną.
"I było teraz tak, jakby jedno, jedyne, ogromne ciało w ciągu tysiącleci rozpadło się na części, a te ułożyły się tak, by wypełnić całą kryptę." Bo to samo ciało, było teraz widoczne na ścianie niskiej, niewielkiej krypty, zajmowało sobą całą jej powierzchnię, ciało opalizujące, odurzające silnym zapachem. W tej mrocznej krypcie, wrażenie dusznej klaustrofobii potęgował sztuczny huk morza, powtarzający się w rytmie ruchu ciała na ścianie, drgającego uparcie w tej samej pozycji. Moment nietrwały, przelotny miał być sztucznie utrzymany. Było to jak maszyneria, która miała dawać przyjemność, a jej mechanizm stwarzał pozór życia. Było też parodią przyjemności, bo ujawniało jałowość, samotność maszyny. Jej biedę, niedoskonałość, brak.
"Jakby forma substancjalna samego ludzkiego ciała, arcydzieło stworzenia, rozpadła się, na kształty przypadkowe, mnogie i oddzielone stając się w ten sposób obrazem własnego przeciwieństwa, kształtem już nie idealnym, ale ziemskim, z pyłu i cuchnących odłamków zdolnych oznaczać jedynie śmierć i zniszczenie".
To co było ciałem dziewczyny, niegdyś tak pięknym i powabnym, teraz przerażone sobą, pogrążało się coraz niżej. Zobaczyłem tam wtedy czynności wstydliwe - sranie, onanizm, budzące tak wielką odrazę i wstręt, a tu wystawione na widok publiczny. Ich prawda była drastyczna, ale pewna siebie, jakby z przekory, a pod spodem czaił się śmiech. Bo odrażające było w samej swej istocie zabawne i śmiałe, żądne beztroskich szaleństw, bezczelne i lubieżne.

W ogromnej sali, w tłumie biesiadników, siedzących przy stołach pośród jadła, spotkałem dzieweczkę całą i piękną, mówiła mi: "Nic to, nic to, zobaczysz, że póĽniej wrócę jeszcze piękniejsza niż przedtem, niech minie tylko moment spłonięcia na stosie, a zobaczymy się tutaj. I wskazała, oby Bóg mi wybaczył, swój srom, a ja wszedłem i znalazłem się w przepięknej jaskini, wyglądającej niby rozkoszna dolina, ze złotego wieku zroszona wodą i pełna owoców, drzew, na których rosły syry w zasmażce."
I było to jakbyśmy znaleĽli się w rajskim ogrodzie, gdzie każda chwila jest pełna, na nowo i oddzielnie przeżywana, a który śmiertelni mogą oglądać tylko ukradkiem i nocą.
A ogród ten był pełen drzew i każda z roślin miała wiele owoców, ale nie chciało się ich zrywać, i tylko chodziliśmy wśród nich, wdychając ich różne zapachy. A pośrodku, z konarów najpiękniejszego drzewa zwisało ciało węża, ciężkie, jakby pogrążone we śnie. Na koniec znaleĽliśmy się tam, w miejscu, w którym ludzie byli tylko zjawami, duchami bez ciał cieniami. Ze środka biło seledynowe światło. I to zielone światło rozkładało wszystko na części, dzieliło na poszczególne fragmenty, kadłuby ludzkie, przenikało przestrzeń, wszystko zagarniając w siebie. I ciała stały się zjawami w wirtualnej przestrzeni, a poza światem nie było już nic, tylko zielona poświata i czarne cienie na ścianach w mroku.
We mgle, gdzieś z oddali dobiegały jak odległe echa pogłosy czegoś stukającego, co jakby łomocze, obija się o różne krawędzie. I narastał wciąż w ciszy ten monotonny szmer, jakby szum strumienia.
To było ciało, poddane swej żądzy, sobie tylko posłuszne, sobie podporządkowane, podległe tylko swojej woli, by poczuć się jeszcze bardziej dotkliwie. Wówczas ogarnęła nas nieznana władza, pożądanie - przeznaczenie, któremu nie potrafiliśmy się oprzeć. Odczuliśmy głód i pragnienie i nastąpiła w nas wtedy przemiana. Opadające opary ponownie odsłoniły zadrzewiony krajobraz. Wąż siedział na drzewie, jak symbol zła, od którego chcieliśmy uciec.
Ale skąd się tam wziął - czy uosabiał brak, jaki tkwi w naturze? - a może to ten brak sprawia, że świat istnieje.
To był Bazyliszek, wcielenie szatana, król wszystkich węży, podobny czarnemu kotu, albo kogutowi. Władca ciemnych sił, jeżeli one istnieją. A jeśli się tak zdarzy, że ktoś jest na jego usługach i odda duszę diabłu i daje mu sobą powodować, co będzie mu udowodnione, trzeba by był oskarżony o czary. I jako czarownicę należy sądzić, a poprzez spalenie na stosie ogniem wygnać demony z jej ciała.
"I najgorsze nastąpiło, kiedy znaleziono czarnego koguta przy dzieweczce, czarnej i pięknej niby kot tej samej barwy i nazwano ją czarownicą i pseudo apostołem i wszyscy rzucili się na nią, by ją ukarać.
Chrzciciel ściął jej głowę
Abel poderżnął gardło
Adam wypędził
Nabuchodonozor ognistą ręką napisał na jej piersi znaki zodiakalne
Eliasz porwał do ognistego wozu
Noe zanurzył w wodzie
Lot zamienił w słup soli
Zuzanna oskarżyła o lubieżność
Józef zdradził z inną
Ananiasz wepchnął do pieca
Samson zakuł w łańcuch
Paweł wychłostał
Piotr ukrzyżował głową w dół
Stefan ukamienował
Wawrzyniec spalił na ruszcie
Bartłomiej obłupił ze skóry
Judasz wydał
Klucznik spalił
Piotr wyparł się wszystkiego.
Potem rzucili się na to ciało i ciskali weń łajnem, puszczali wiatry na twarz, oddawali urynę na głowę, wymiotowali na łono, wyrywali włosy, bili po pośladkach rozżarzonymi łuczywami(...) Ciało dziewczęcia, niegdyś tak piękne i słodkie, teraz ulegało unicestwieniu, rozpadając się na kawałki, które trafiały do szkatułek i relikwiarzy z kryształu i złota."
"I oto o śmiertelnym ciele człowieczym, o jego cierpieniach i gniciu wiedziałem wszystko i niczego się już nie lękałem."

(Wszstkie cytaty pochodzą z książki Umberta Eco" Imie rozy")

back to ach how nice page